SKRZYŻOWANIE RONDO: najświeższe informacje, zdjęcia, video o SKRZYŻOWANIE RONDO; Koniec koszmaru kierowców i pieszych na rondach. Wszyscy czekamy na te zmiany
To jednak zaledwie jeden etap większej koncepcji. Władze miasta zaplanowany zabudowę całego terenu między ul. Szujskiego i ul. Klikowską, czyli tzw. "sadów". Docelowo mają tam powstać
(524-66-70) Wielkie nasze zdziwienie wywołuje nowe rondo w Pabianicach. Bo “namalowane” - dezorientuje kierowców? Bo czemu malowane na drodze oznaczenia miałyby dezorientować kierowców. Znają je, widzą codziennie. Jednak
Sytuacja jest znacznie prostsza na rondach turbinowych. Zaprojektowano je tak, że system zapór i linii ciągłych wyklucza możliwość kolizji. Trzeba jednak pamiętać, by przed wjazdem na tego typu rondo zająć odpowiedni pas - na rondach turbinowych niemożliwy jest np. skręt w lewo z prawego pasa.
. Dwudziesty czwarty lutego AD 2022 niezaprzeczalnie przyniósł Polsce i światu znacznie większe problemy, niż tylko uchwaloną tego dnia ustawę o ochronie dziedzictwa narodowego związanego z nazwami obiektów przestrzeni publicznej oraz pomnikami ( Śmiem jednak twierdzić, że nawet na tle niezwykle silnej konkurencji, rzeczona ustawa jawi się jako murowany nominat do nagrody potworka legislacyjnego kadencji. Jak powszechnie wiadomo, celem ustawy z 24 lutego było zablokowanie zmiany nazwy Ronda Dmowskiego w Warszawie na Rondo Praw Kobiet (z tego względu nazywać ją będziemy dalej Lex Rondo à la Dmowski [a w skrócie po prostu Lex Rondo] – wszak Chopina ustawa chroni jedynie przed odbieraniem mu ulic i szkół, a przed trawestacją tytułów utworów nie, zaś Rondo à la Krakowiak należy do tych mniej, dla zobrazowania czego można go tu posłuchać w wykonaniu pianisty, którego nie znoszę: Nie pierwszy to raz, gdy większość parlamentarna ustawą stara się postawić na swoim w sporze z samorządem (vide ustawa z dnia 19 lipca 2019 r. o inwestycjach w zakresie budowy Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 – Oddziału Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku). Zachowanie pozorów abstrakcyjności i generalności konstytutywnego dla aktu ustawowego, służącego de facto wyłącznie załatwieniu sprawy konkretnie i indywidualnej wymaga nienazywania rzeczy po imieniu, czyli legislacyjnej hipokryzja. Hipokryzja zaś, jak wiadomo, jest hołdem, który występek składa cnocie. Skoro zatem miłościwie panująca nam większość sejmowa nadal widzi potrzebę zachowania w swojej twórczości pozoru trójpodziału władzy, to znaczy, że tli się jeszcze jakaś nadzieja na jej prawnicze nawrócenie. Nie zmienia to jednak faktu, że w przyszłej historii legislacji słuącej ręcznemu sterowaniu obrotem prawnym (czyli poniekąd – odwołując się do terminologii tzw. administracji gospodarczej – legislacji nakazowo-rozdzielczej). Lex Rondo, niedługą ustawę (raptem 14 artykułów, a pomijając przepisy przejściowe i końcowe tylko 6) trzeba przeczytać co najmniej trzykrotnie, aby chociaż wstępnie zrozumieć, co z niej wynika. A wynika, co następuje: „Obiektom przestrzeni publicznej”, którymi są zarówno samorządowe jednostki organizacyjne, jak i budowlane, place, czy mosty (fajnie pojemna kategoria) (art. 2 pkt 1 ustawy), i która mają „patronów”, definiowanych przez Lex Rondo (art. 2 pkt 2) jako „nazwa obiektu przestrzeni publicznej odwołująca się do imienia, nazwiska, przydomku lub pseudonimu” określonych osób (jakich o tym, niżej) lub „patronaty”, określone przez ustawę (art. 2 pkt 3) jako „nazwy (…) odwołujące się do” określonych „organizacji lub instytucji”, „wydarzenia, przedmiotu, daty lub miejsca” lub „grup osób” (jakich – poniżej) mogą być nazywane innymi nazwami (w języku Lex Rondo: „patronami” lub „patronatami”) tylko w ściśle określonych przypadkach, które określa art. 4 ustawy. Lexrondowskie definicje pojęć „patrona” i „patronatu” dostarczają podręcznikowego przykładu błędu zwanego w logice prawniczej (JKM zanim się zradykalizował, przekonująco wywodził, czym tzw. logika prawnicza różni się od logiki) błędu przesunięcia kategorialnego. „Patron” nie jest bowiem nazwą, tylko osobą, natomiast posiadanie patrona przez jednostkę lub obiekt („obiekt przestrzeni publicznej” w rozumieniu Lex Rondo), czyli „patronat” może wiązać się z odwołaniem do danej osoby w nazwie jednostki (np. Rondo Dmowskiego lub TSS Stefan Batory). Jednak nie czepiajmy się. Robota legislacyjna na nocki może osłabiać percepcję projektodawców, a dopóki możemy zgadnąć, co mieli na myśli, to nie jest źle. Wracając do ustawy. „Patroni” (czyli nazwy), „obiektów przestrzeni publicznej”, których nie wolno zmieniać od tak sobie to „nazwy odwołujące się do imienia, nazwiska, przydomku lub pseudonimu”: (a) „historycznego władcy Państwa Polskiego lub księcia polskiego okresu rozbicia dzielnicowego”; lub (b) „Ojca Niepodległości w rozumieniu ustawy z dnia 7 kwietnia 2017 r. o Narodowych Obchodach Setnej Rocznicy Odzyskania Niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej”; lub (c) „innej osoby zasłużonej dla budowania i umacniania Państwa Polskiego, tożsamości Narodu Polskiego lub dla rozwoju społeczeństwa poprzez: (i) udział w walce o niepodległość lub ochronę granic Państwa Polskiego, (ii) zaangażowanie w rozwój gospodarczy Państwa Polskiego lub (iii) dorobek artystyczny, naukowy lub działalność społeczną”; względnie (d) „osoby ogłoszonej świętą lub błogosławioną przez Kościół Katolicki lub inny kościół chrześcijański.” Pierwsza uwaga do definicji „patrona”. Pisząc o historycznym „władcy” Państwa Polskiego, zamiast o „królu” Polski projektodawcy zapewne chcieli chronić Mieszka I przed zakusami depatronyzacyjnymi. Ale chyba trochę przestrzelili, bowiem „władca” może oznaczać także osoby sprawującej funkcję głowy państwa w okresie republikańskim. Powyższe oznaczało, że Plac Narutowicza w Warszawie również jest chroniony. A może nawet – o zgrozo – parki Tadeusza Mazowieckiego (w Poznaniu i w Warszawie). Zostawmy na chwilę z boku pojemną kategorią „innych osób zasłużonych dla budowania i umacniania Państwa Polskiego” (czy tylko mi przywodzi ona na myśl również kojarzące się z pomnikami słowo „utrwalacz”), czy świętych i błogosławionych „kościołów chrześcijańskich” (choć większość kościołów chrześcijańskich w Polsce i na świecie stanowią kościoły ewangelickie, które żadnych świętych nie ogłaszają) i przyjrzymy się „Ojcom Niepodległości” (gdyby używanie wielkich liter było opodatkowane, deficyt budżetowy byłby zauważalnie niższy). Zauważyć bowiem trzeba, że ustawa o Narodowych Obchodach Setnej Rocznicy Odzyskania Niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej (gdyby wprowadzić także opłatę do użycia każdego użycia słowa „narodowy” w tytule aktu normatywnego, to Kancelaria Sejmu i Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa – a jakże – Narodowego ogłosiłyby bankructwo) nie definiuje „Ojców Niepodległości”. Jedynie w preambule wskazuje, że „uznaje za Ojców Niepodległości w szczególności Józefa Piłsudskiego, Ignacego Daszyńskiego, Romana Dmowskiego, Wojciecha Korfantego, Ignacego Jana Paderewskiego i Wincentego Witosa.” Preambuła jednak – jak wiadomo – nie ma samodzielnego znaczenia normatywnego. Zatem odesłanie z Lex Rondo à la Dmowski do ustawy Narodowych Obchodach Setnej Rocznicy Odzyskania Niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej (ryczałt ewidencjonowany od wielkich liter: stawka x 8) jest odesłaniem pustym. Czyli nie wiadomo, kto jest „Ojcem Niepodległości” w rozumieniu Lex Rondo, co zresztą nie może dziwić, wszak już starożytni utrzymywali, że mater sepmper certa, zaś pater incertus. I tu niestety skończyły się żarty, zaczęły się schody (ciekawe, czy autorowi tego bon-motu, Bolesławowi Wieniawie-Długoszowskiemu wolno byłoby zabrać ulicę – a ma takową np. w Krakowie; może dzięki legendarnemu birbanctwu dostatecznie się zasłużył dla „budowania i umacniania (…) tożsamości Narodu Polskiego”, aby raz zdobyty przyczółek patronacki utrzymać). W kontekście rzeczywistego ratio legis, czyli Ronda Dmowskiego w Warszawie, trzeba bowiem jasno powiedzieć, że Roman Dmowski nie jest „Ojcem Niepodległości” w rozumieniu Lex Rondo, bo – jak wykazano wyżej – jest to pojęcie normatywnie puste, a zatem w rozumieniu ustawy nikt nie jest „Ojcem Niepodległości”. Jedyna nadzieja na uratowanie dla niego ronda to wykazanie, że jest „inną osobą zasłużoną dla budowania i umacniania Państwa Polskiego, tożsamości Narodu Polskiego lub dla rozwoju społeczeństwa.” lub kanonizacja przez „kościół chrześcijański”, na którą jednak chyba się nie zanosi (aczkolwiek, jakby było trzeba, to pewnie da się załatwić, bo nie takie rzeczy patriarcha Cyryl ze szwagrem…). Podkreślić trzeba również, że – jeżeli czytać literalnie Lex Rondo – to liczba osób, których nazwiska, przydomki lub pseudonimy w nazwach (czyli „patronach”) „obiektów przestrzeni publicznej” przysługuje ochrona jest potencjalnie ogromna. Dotyczy ona bowiem osób „zasłużonych (…) dla rozwoju społeczeństwa poprzez: (…) zaangażowanie w rozwój gospodarczy Państwa Polskiego.” Obstawałbym przy tezie, że każda osoba, która pracuje i płaci podatki (albo nawet tylko pracuje albo tylko płaci podatki) kładzie swoje „zasługi” „dla rozwoju społeczeństwa”, poprzez przyczynianie się do „rozwoju gospodarczego Państwa Polskiego”. A zatem ulicy jej zabrać nie wolno. Natomiast „patronat” w myśl Lex Rondo oznacza „nazwę obiektu przestrzeni publicznej odwołującą się do: a) „organizacji lub instytucji, w tym wojskowych i harcerskich jednostek organizacyjnych, które zasłużyły się w co najmniej jeden sposób, o którym mowa w pkt 2 lit. c”, a więc dla „budowania i umacniania Państwa Polskiego, tożsamości Narodu lub dla rozwoju społeczeństwa”; lub b) „wydarzenia, przedmiotu, daty lub miejsca symbolicznie związanych z działalnością osób, o których mowa w pkt 2”, czyli osób wymienionych w definicji „patronów” (po polsku powiedziałby się po prostu „patronów”, ale „patroni” w rozumieniu Lex Rondo to nazwy związane z tymi osobami), lub „z innych względów istotnych dla budowania i umacniania tożsamości Narodu Polskiego”; lub c) „grupy osób, w której skład wchodzą osoby, o których mowa w pkt 2”, czyli „patroni” (w potocznym, a jednocześnie poprawnym znaczeniu tego słowa). Warto też zwrócić uwagę, że ostatni punkt definicji „patronatu” jest frapująco pojemny, a jednocześnie mało konsekwentny. Przykładowo, ul. Wszystkich Świętych (w Poznaniu) podlega ochronie ustawowej, bowiem dotyczy „grupy osób, w której skład wchodzą” „osoby ogłoszone świętymi lub błogosławionymi przez Kościół Katolicki lub inny kościół chrześcijański.”, natomiast pl. Świętego Ducha (w Krakowie) ochronie nie podlega, bowiem Ducha Świętego żaden „kościół chrześcijański” nie kanonizował (chyba, żeby uznać zasługi Ducha Świętego dla „budowania i umacniania Państwa Polskiego, tożsamości Narodu Polskiego lub dla rozwoju społeczeństwa.”, wówczas nazwa placu podlegałaby ochronie z innego paragrafu). Odnotować także trzeba, że Lex Rondo (w art. 3) skreśla z grona „patronów” i „patronatów” nazwy, o których mowa w ustawie z dnia 1 kwietnia 2016 r. o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy jednostek organizacyjnych, jednostek pomocniczych gmin, budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej oraz pomniki (ani jednak wielkiej litery – od razu widać, że to ustawa o szwarccharakterach, ale budżet cierpi). Zastrzeżenie to jest dowodem niewiary ustawodawcy w swoją skuteczność, jako że zgodnie z rzeczoną ustawą nazwy propagujące komunizm i inne ustroje totalitarne miały już zostać zmienione, a więc nie powinno być ryzyka, że Lex Rondo obejmie je ochroną. Zgodnie z art. 4 Lex Rondo, zmiana patrona lub patronatu (czyli nazwy, innej niż zabronioną ustawa o dekomunizacji ulic; czynność zmiany nazwy nazwijmy „depatronyzacją”) jest dopuszczalna tylko o ile: (a) jednocześnie ze zmianą tego samego patrona lub patronat nada się „innemu obiektowi przestrzeni publicznej w celu zapewnienia godniejszej formy upamiętnienia”; lub (b) dojdzie do „ujawnienia, nieznanych publicznie w chwili ustanowienia patrona lub patronatu, okoliczności, które kwestionują zasadność uznania danej nazwy za patrona lub patronat”; lub (c) dojdzie do „ujawnienia, nieznanych publicznie w chwili ustanowienia patrona lub patronatu, czynów związanych z działalnością publiczną osoby, grupy osób, organizacji lub instytucji, które polegały na: (i) propagowaniu komunizmu, nazizmu, faszyzmu lub innego ustroju totalitarnego lub technik i praktyk działania właściwych takiemu ustrojowi, (ii) stosowaniu metod i praktyk działania właściwych ustrojowi totalitarnemu.”; lub (iii) szpiegostwie na rzecz obcego państwa lub udziale w spisku przeciwko suwerenności i niepodległości Państwa Polskiego.” Szczególnie interesująca wydaje się pierwsza przesłanka, którą – wzorem regulacji dotyczących zgód na wycinkę drzew, udzielanej z obowiązkiem dokonania nowych nasadzeń – nazwać by można „patronatem kompensacyjnym”. Otwarte pozostaje pytanie, jak taksować „obiekty przestrzeni publicznej” z punktu widzenia „godności formy upamiętnienia”. Przykładowo, czy aleja jest zawsze lepsza od ulicy, albo czy ulica dłuższa jest lepsza od krótszej? A może – jak to w nieruchomościach – na wycenę „godności formy upamiętnienia” rzutują trzy rzeczy: „lokalizacja, lokalizacja i lokalizacja”? Czy „patronat kompensacyjny” w innej miejscowości będzie dopuszczalny, a jeżeli tak, to czy w każdej? Czy ulica w Bydgoszczy za utraconą ulicę w Toruniu nigdy nie przejdzie testu „godności formy upamiętnienia” i vice versa? A może jakiś sprytny samorząd mógłby wystawiać na aukcję nowe ulice i oddawać je tej miejscowości, chcącej pozbyć się „patrona” chronionego Lex Rondo, która zaoferuje najwyższą cenę? Bardzo wiele możliwości otwiera przed nami analizowana ustawa. Interesujące jest też, że ustawa pozwala na depatronyzację obiektu jedynie wówczas, gdy ciemne sprawki osoby, której ma ona dotyczyć były „nieznanych publicznie w chwili ustanowienia patrona lub patronatu.” Nasuwa się bowiem pytanie, jak wiele osób musiałoby w chwili ustanowienia patronatu lub patrona o nich wiedzieć, aby taki patron lub patronat stawały się nie do ruszenia. I właściwie dlaczego podstawą depatronyzacji mogą być grzechy niejawne, a grzechy jawne w chwili ustanowienia patronatu już nie. Na koniec zemsta choć leniwa przywiodła nas wreszcie do pomników, których usuwania Lex Rondo także zabrania. Zgodnie z art. 2 pkt 4) ustawy „pomnik” oznacza „również kopce, obeliski, kolumny, rzeźby, posągi, popiersia, kamienie pamiątkowe, płyty i tablice pamiątkowe znajdujące się na nieruchomości stanowiącej własność lub będącej w posiadaniu jednostki samorządu terytorialnego, związku jednostek samorządu terytorialnego lub związku metropolitarnego.” Zgodnie zaś z art. 6 Lex Rondo, „do usunięcia pomnika upamiętniającego osobę, o której mowa w art. 2 pkt 2, organizację, instytucję, grupę osób, wydarzenie, przedmiot, datę lub miejsce, o których mowa w art. 2 pkt 3”, czyli do osób i organizacji wskazanych w definicjach, odpowiednio: „patrona” i „patronatu”, „stosuje się odpowiednio przepisy art. 3, art. 4 pkt 2 i 3 oraz art. 5”, czyli ustanowione tam zakazy, na czele z zakazem usuwania takich pomników, chyba że spełni się którąś z omówionych wyżej przesłanek. Zasadniczy problem regulacji dotyczącej pomników polega na tym, że o ile w przypadku „obiektów przestrzeni publicznej” wskazano, że są nimi jedynie obiekty w gestii samorządów, o tyle w przypadku „pomników” brak jest takiego wskazania. Wprawdzie w definicji „pomnika” mowa jest o obiektach „znajdujących się na nieruchomości stanowiącej własność lub będącej w posiadaniu jednostki samorządu terytorialnego, związku jednostek samorządu terytorialnego lub związku metropolitarnego.”, jednak dotyczy ono wyłącznie kategorii obiektów, o których ustawowa definicja mówi, że są one „również” „pomnikami”. Natomiast w odniesieniu do „pomników” w sensie ścisłym (i potocznym zarazem), czyli figuratywne przedstawienia ludzi lub rzeczy, w Lex Rondo nie wskazano, że ma ona zastosowanie jedynie do obiektów posadowionych na gruncie samorządowym. W art. 1 określającym zakres stosowania ustawy również próżno szukać wskazania, że ustawę stosuje się jedynie do terenów we władaniu samorządów. Wydaje się zatem, że – w świetle literalnego brzmienia Lex Rondo – zakaz usuwania pomników ma zastosowanie także do gruntów prywatnych oraz do gruntów Skarbu Państwa (do którego notabene regulacja dotyczące zmiany nazw „obiektów przestrzeni publicznej” nie ma zastosowania). Zważywszy przy tym, że Lex Rondo nie zawiera zastrzeżenia, iż zakaz usuwania dotyczy wyłącznie pomników postawionych legalnie, a jednocześnie, że jest ona regulacją późniejsza niż Prawo budowlane, przyjąć trzeba, iż również pomniki stanowiące samowolę budowlaną podlegają lexrondowskiej ochronie przed usunięciem. Taka regulacja stwarza ogromną przestrzeń dla twórczego blokowania projektów inwestycyjnych. Wystarczy bowiem pod osłoną nocy postawić na gruncie budowlanym pomnik osoby chronionej przez ustawę, a właściciel będzie się mógł pożegnać z planami zabudowy. Dla zapewnienia odpowiedniej skuteczności takiej „pomnikowej blokady” inwestycji należy jedynie zadbać o właściwą wymowę i odpowiednie gabaryty pomnika. Godna polecenia byłaby na przykład pomnik kremówki w ostrych granicach działki (o ile tylko teren budowy ma prostokątny kształt), ze stosowną tablicą podkreślającą, że kremówka jest stanowi „przedmiot (…) symbolicznie związany z działalnością” „osoby ogłoszonej świętą (…) przez Kościół Katolicki.”, czyli z Janem Pawłem II. Przy odrobinie operatywności po zablokowaniu inwestycji będzie można jeszcze sprzedać powierzchnię reklamową na pomniku jakieś ciastkarni. Oczywiście, powyższa wizja jest zgodna jedynie z literalnym brzmieniem Lex Rondo. Sądy administracyjne – jak często w ostatnich czasach – będą ją pewnie wykładać funkcjonalnie, prokonstytucyjnie, a zarazem rozsądnie (na ile to możliwe) i ograniczą nienaruszalność pomników jedynie do tych, które stoją na terenach komunalnych i nie stanowią samowoli budowlanej. Nie zmienia to jednak faktu, że Lex Rondo pozostaje przykładem legislacji skandalicznej nie tylko z punktu widzenia celów i skutków ustawy (nad którymi spuszczono tu zasłonę miłosierdzia), ale także w zakresie techniki legislacyjnej. Zatem jej twórcy niewątpliwie zasłużyli na nieusuwalny pomnik na środku Ronda Dmowskiego, najlepiej zintegrowany z torowiskiem tramwajowym.
Rondo "Radosława", rondo Kometa, a teraz także rondo Starzyńskiego. W Warszawie powstaje coraz więcej tak zwanych rond turbinowych. Taki rodzaj skrzyżowania ma na celu poprawę bezpieczeństwa i wygody na stołecznych drogach. Zmiana organizacji ruchu na rondzie Starzyńskiego związana jest z budową II linii metra na placu Wileńskim. Można ją więc traktować jako zmianę tymczasową. Jeśli jednak okaże się, że takie rozwiązanie się sprawdza, po zakończeniu budowy rondo pozostanie w nowej, zmienionej formie. Pasy bez przecięciaRondo Starzyńskiego położone jest na styku ulic Jagiellońskiej i Starzyńskiego oraz mostu Gdańskiego. Początkowo działało bez sygnalizacji świetlnej, jednak z związku z dużym ruchem i korkami w latach 2006-2007 zostało rozbudowane i obecnie funkcjonują tam dwa wiadukty. Okazuje się jednak, że takie rozwiązania nie są wystarczające, ponieważ już niebawem drogowcy rozpoczną prace nad przekształceniem go w rondo turbinowe. Czytaj także: Od wtorku utrudnienia na Rondzie WaszyngtonaRondo turbinowe skonstruowane jest tak, by wewnętrzne i zewnętrzne pasy ruchu nie przecinały się. Kierowca przed wjazdem na takie rondo od razu wybiera pas, który automatycznie skieruje go na właściwy wyjazd. Dzięki takiemu rozwiązaniu kierowca nie musi zmieniać pasa, by zjechać ze skrzyżowania, co z kolei zdecydowanie zmniejsza ryzyko kolizji. Biorąc pod uwagę pozytywne przyjęcie przez kierowców tego typu zmian na rondzie Zgrupowania AK "Radosław", pomysł wydaje się dobry. Szczególnie jeśli zwrócimy uwagę na to, że wcześniej skrzyżowanie ulic Słomińskiego, Okopowej i alei Jana Pawła II uchodziło za jedno z najbardziej kolizyjnych w mieście. Jednak przerobienie ronda Starzyńskiego na turbinowe to nie koniec zmian, jakie drogowcy zaplanowali na najbliższy czas dla tego miejsca. Azyle dla pieszychBy korzystanie ze skrzyżowania było łatwiejsze i bezpieczniejsze nie tylko dla kierowców, ale także dla niezmotoryzowanych uczestników ruchu drogowego, w planach jest również przebudowa przejścia dla pieszych. W miejscu długich pasów ma powstać przejście z tak zwanymi azylami. Osoba wchodząca na pasy będzie mogła tam stanąć i spokojnie poczekać, aż wszystkie samochody przejadą. Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
LESZNOWOLA/POWIAT Niedługo rozpocznie się budowa ronda na skrzyżowaniu ulic Postępu i Krasickiego w Nowej Woli. Mimo że gmina negatywnie zaopiniowała projekt, bo rondo ingeruje w znajdujące się obok boisko oraz okoliczne nieruchomości, powiat nie wprowadził w nim zmian i wybrał już wykonawcę, który wkrótce przystąpi do realizacji inwestycji Rondo w Nowej Woli ma zbudować firma Mabau. Starostwo informuje, że prace ruszą prawdopodobnie w wakacje. Tymczasem okoliczni mieszkańcy, a także środowiska sportowe korzystające z boisk znajdujących się przy skrzyżowaniu Postępu i Krasickiego (trenują tu zawodnicy klubu FC Lesznowola, a swoje mecze rozgrywa także UKS Lesznowola) stoją na stanowisku, że inwestycja przyniesie więcej szkód niż korzyści. Z tego też względu gmina Lesznowola zaopiniowała projekt ronda negatywnie wprowadzając do niego kilkanaście uwag, które zostały jednak przez powiat pominięte. W czwartek rano spotkaliśmy się w rejonie skrzyżowania z Grzegorzem Kwiatkowskim, gminnym radnym i lokalnym społecznikiem, który od lat jest mocno zaangażowany w rozwój klubu piłkarskiego znajdującego się na terenie Nowej Woli. – Boisko, na którego części ma powstać rondo, to jedyne oświetlone trawiaste boisko w całej gminie – mówi Grzegorz Kwiatkowski. – Dziś rozgrywane są na nim mecze w ramach ligi wojewódzkiej. Gdy zostanie zmniejszone, przestanie spełniać wymogi Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej i straci rację bytu. Jednak nie jest to jedyna niedogodność związana z budową ronda w kształcie przewidzianym przez powiat. Radny Kwiatkowski wyjmuje kartkę, na której wypunktował o wiele więcej uwag. – Wszyscy mieszkańcy się z nimi zgadzają – podkreśla. Radny wskazuje, że budowa ronda będzie ingerować w system nawodnienia boisk, infrastrukturę wewnętrzną, skrzynki telekomunikacyjne, które trzeba będzie przenieść oraz kapliczkę, która również ma zostać przesunięta w inne miejsce. Trzeba będzie również przesunąć oświetlenie boiska i przebudować ogrodzenie. – Po sąsiedzku wcale nie jest lepiej – kontynuuje Grzegorz Kwiatkowski. – Sąsiad będzie musiał przesunąć płot, który ma raptem cztery lata. Drugi sąsiad musi zrobić w innym miejscu wjazd, w związku z czym będzie zmuszony wyburzyć część budynku. Zwracaliśmy na to wszystko uwagę, ale pan starosta okazał się – mówiąc delikatnie – kompletnym ignorantem… Ktoś kto piastuje takie stanowisko powinien umieć dogadywać się z ludźmi. Nasz starosta tego nie potrafi. Zamiast tego lekceważy innych, albo okazuje im swoją wyższość – podsumowuje radny. Zapytaliśmy w powiecie, czy w związku z protestami mieszkańców rozważana była inna lokalizacja ronda. – Nie mieliśmy informacji o protestach – mówi Joanna Grela z biura promocji powiatu. – Przesunięcie ronda oznaczałoby znaczną ingerencję w prywatne posesje mieszkańców – między innymi chodniki znalazłyby się bezpośrednio przy budynkach mieszkalnych. Grzegorz Kwiatkowski ma jednak inne zdanie. – Czy na każdym skrzyżowaniu na terenie gminy musi być rondo? – zastanawia się. – Można było przebudować tę krzyżówkę inaczej, wzorem tej przy Tolku. Tam zostały zrobione lewoskręty, co usprawniło ruch. U nas to rozwiązanie również by się sprawdziło i nie byłoby tak szkodliwe dla mieszkańców i klubu sportowego. TW
Na tak zwane rondo biszkoptowe możemy w Polsce natrafić w Lublinie, Zakopanem, Chojnicach czy Kołobrzegu. Skoro również w naszym kraju skrzyżowania w tej formie są coraz popularniejsze, sprawdzamy, jak poruszać się po rondach biszkoptowych oraz dlaczego samorządowcy decydują się na takie rozwiązanie. Jak wygląda rondo biszkoptowe? W pierwszej kolejności musimy wyjaśnić, co to jest rondo biszkoptowe, jak wygląda oraz czym różni się od zwykłego, dobrze znanego kierowcom skrzyżowania o ruchu okrężnym. Tak więc co jest najważniejsze, jest to zwykłe rondo, aczkolwiek o innym kształcie. Nie jest okrągłe, ale również ma upłynnić ruch na arteriach o ograniczonej przepustowości. Jak wskazuje nazwa, rondo biszkoptowe jest wydłużone i ma kształt kojarzony z biszkoptem, mniej lub bardziej zwężone w części środkowej. Stąd inna jego nazwa to rondo “psia kość”. Kształt takich skrzyżowań może się nam też kojarzyć ze znakiem nieskończoności. Dzięki temu z rondem biszkoptowym można połączyć więcej dróg bez konieczności przebudowy, co zresztą nie zawsze jest możliwe. Jako że drogi dochodzące do ronda nie muszą schodzić się w jednym punkcie, ułatwia to prace drogowcom i zmniejsza koszt inwestycji. Oprócz tego poprawiają one bezpieczeństwo ruchu. Tutaj możemy powołać się na badania Amerykanów. Zbadali oni, że na rondzie biszkoptowym w Carmel w Indianie liczba poważnych wypadków spadła aż o 84 proc. Jak poruszać się po rondzie biszkoptowym? Mimo iż rondo biszkoptowe ma nietypowy kształt, poruszamy się po nim, jak po każdym innym rondzie. Przede wszystkim znajduje się przed nim znak C-12 “Skrzyżowanie o ruchu okrężnym”. Innym znakiem, jaki znajdziemy też na klasycznych rondach, jest znak A-7 “Ustąp pierwszeństwa”. Dlatego co jest najważniejsze, pierwszeństwo na rondzie biszkoptowym mają pojazdy, które się na nim znajdują. Przeczytaj też: “Znaki drogowe: znak “Ustąp pierwszeństwa” Ważny jest też znak F-10, który wskazuje dozwolone kierunki jazdy po poszczególnych pasach. Ewentualnie strzałki kierunkowe mogą być namalowane na jezdni. Jeżeli przed rondem nie doprecyzowano kierunków jazdy, z lewego pasa jedziemy prosto lub zawracamy, z prawego – prosto lub skręcamy w prawo. Tak więc zgodnie z przepisami ruchu drogowego przed wjazdem na rondo musimy zająć odpowiedni pas oraz ustąpić pierwszeństwa pojazdom, które się na nim znajdują. Oczywiście przed opuszczeniem takiego skrzyżowania włączamy kierunek na wysokości zjazdu poprzedzającego ten, którym zjeżdżamy z ronda. Jeżeli popełnimy wykroczenie, narażamy się na mandat. Nie różnią się one wysokością od wykroczenia popełnionego na zwykłych rondach. Jak wskazują przepisy ruchu drogowego, zajęcie niewłaściwego pasa przed wjazdem na rondo biszkoptowe może nas kosztować 150 zł. Z kolei zjazd z nieodpowiedniego pasa to mandat w wysokości 250 zł i 5 punktów karnych. Podsumowując, niewątpliwie ronda biszkoptowe są nietypowe, aczkolwiek poruszanie się po nich nie odbiega od tego, jak zachowujemy się przed i na zwykłych rondach. Najważniejsze, aby być uważnym i stosować się do znaków dotyczących takiego skrzyżowania. Ocena naszych czytelników Administratorem Twoich danych jest AutoISO Sp. z (ul. Gnieźnieńska 12, Katowice 40-142, Polska, pomoc@ Przetwarzamy Twoje dane (adres e-mail, imię i nazwisko oraz treść wiadomości) na podstawie naszych prawnie uzasadnionych interesów: w celu komunikacji z Tobą i dla ochrony przed roszczeniami, przez okres do 10 lat od roku, w którym zakończono korespondencję. Współpracujemy z firmami hostingowymi, którym możemy przekazywać te dane (odbiorcy danych). Dane mogą być przekazywane poza UE, jedynie do Państw lub podmiotów zatwierdzonych prawem UE. Masz prawo dostępu do Twoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także ich przeniesienia. Masz prawo skargi do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych w Polsce lub jego odpowiednika w innym państwie UE. Więcej informacji o zasadach przetwarzania przez nas danych znajduje się w Polityka Prywatności i Cookies.
jest nim także rondo